Zacznę od pytania: dlaczego krytyka pod adresem Ukrainy miałaby być popychaniem Ukrainę w stronę Moskwy?
Kijów swoim postępowaniem sam zmierza w tym kierunku. Z drugiej strony Ukraina nigdy nie odeszła od Rosji. Gdyby Kijów tego nie chciał, nie podpisywałby w zeszłym roku umowy o utworzeniu strefy wolnego handlu z Rosją, lecz umowę o stowarzyszeniu z UE. Mając pełną świadomość wpływu sprawy Tymoszenko na proces integracji, i na losy stowarzyszenia z UE, Janukowycz odmówił dekryminalizacji artykułu kodeksu karnego o odpowiedzialności karnej za decyzje polityczne, wprowadzonego jeszcze przez komunistów.
Ukrainę nie trzeba popychać w stronę Rosji, bo Kijów nigdy od Moskwy nie odstępował ani na krok. Rosja wciąż pozostaje dla Ukrainy najważniejszym partnerem gospodarczym i politycznym. Dlatego też Zachód ma bardzo ograniczony wpływ na to, co się dzieję nad Dnieprem. Kierunek zachodni był i pozostaje dla Kijowa kartą przetargową w stosunkach z Rosją. Skoro ta karta traci na wartości, pozostaje sama Rosja, która więcej może zdziałać w sprawie Tymoszenko, niż kraje UE z USA włącznie. Gdy Putin wróci na Kreml, a to nastąpi już za cztery dni, z pewnością będzie naciskać na ukraińskie władzy, aby uwolniły Tymoszenko.
Jeżeli ktoś mówi o popychaniu Ukrainy w stronę Rosji, traktuje ten kraj instrumentalnie, uważając, że sam nic nie potrafi. A tym czasem Kijów świadomie podejmuje decyzje, licząc się z konsekwencjami. Sam decyduje o tym, czy respektować wartości zachodnie, czy postsowieckie. Jeżeli wybiera metody z epoki totalitaryzmu, oznacza to, że sam odcina się od Zachodu. Nie bojkot, nie krytyka, lecz sama Ukraina stanowi o swoich priorytetach międzynarodowych.
Prawda jest tak, że Ukraina nigdy nie zostanie członkiem UE, bo to się jej najzwyczajniej nie opłaca. Jedyne, czego oczekuje Ukraina od Brukseli, to zniesienia wiz i handlowania bez granic. A reszta, coś w rodzaju delegowania władzy chociażby instytucjom UE, nie wchodzi w grę, gdyż nie zezwala na to ukraińska konstytucja. Zmiana konstytucji nie będzie taka łatwa, a zwłaszcza na Ukrainie. Poza tym zarówno wśród elit politycznych i zwykłych obywateli kierunek europejskich pozostaje jedną z opcji, która, na dodatek, nie jest najważniejsza.


